
And if you have to leave
I wish that you would just leave
Your presence still lingers here
Your face it haunts my once pleasant dreams
Your voice it chased away all the sanity in me
And it won't leave me alone
These wounds won't seem to heal
This pain is just too real
There's just too much that time cannot erase
Czemu się budzę o czwartej nad ranem
I włosy twoje próbuję ugłaskać
Lecz nigdzie nie ma twoich włosów
Jest tylko blada nocna lampka
Czwarta nad ranem...
Tagi:
Panna K.
16.05.2012 o godz. 23:25
komentuj (1)
16.05.2012 o godz. 20:58
Nawlekam chwile na nic zycia
jak paciorki
ale ostrokanciaste
raniące
i te rozbłysłe
barwami tęczy zachwytu,
a pomiędzy
supełki
bym nie zapomniała...
że jestem,
i że wciąż mam marzenia...
jak paciorki
ale ostrokanciaste
raniące
i te rozbłysłe
barwami tęczy zachwytu,
a pomiędzy
supełki
bym nie zapomniała...
że jestem,
i że wciąż mam marzenia...
15.05.2012 o godz. 19:06
Jeden z tych dni kiedy wszystko się udaje. Ani jednej kłody pod nogami. Idealny splot okoliczności (łagodzących) i wydarzeń. Wspaniałe zajęcia 'w poszukiwaniu orzęsków pod mikroskopem' i kolejne 'oglądanie kosmetyków Panny S. i macanie jej po ciążowym brzuszku'
Ponadto - zero ochoty za słodycze. Kawa z cynamonem. Genialny humor. W głowie leci cały czas ta sama piosenka, na przemiennie z obrazem 'Mirosława'.
Czyżby spokój na stałe zagościł w mojej krainie ?
A teraz kolejne podejście do :
- mąk
- kiszonek, suszu, dżemów, marmolad i powideł
- detergentów, fortyfikacji i opakowań

a blond kudełki zaczęły przebijać się przez farbę na mych włosach - sztuczna inteligencja przegrywa!
Ponadto - zero ochoty za słodycze. Kawa z cynamonem. Genialny humor. W głowie leci cały czas ta sama piosenka, na przemiennie z obrazem 'Mirosława'.
Czyżby spokój na stałe zagościł w mojej krainie ?
A teraz kolejne podejście do :
- mąk
- kiszonek, suszu, dżemów, marmolad i powideł
- detergentów, fortyfikacji i opakowań

a blond kudełki zaczęły przebijać się przez farbę na mych włosach - sztuczna inteligencja przegrywa!
Tagi:
Panna K.
14.05.2012 o godz. 18:25
Czemu zawsze uciekam, czemu nie umiem zrobić pierwszego kroku, czemu po prostu nie mogę z nim porozmawiać, czemu zawsze robię z tego tak wielką sprawę, czemu muszę być taka nieśmiała, czemu, żeby cokolwiek zrobić musiałabym się porządnie nawalić, czemu muszę się tym wszystkim tak bardzo przejmować, czemu życie nie może być proste???
Tagi:
love
12.05.2012 o godz. 22:25
Niech płacze, niech umiera ma dusza,
bo ja cierpię a to nikogo nie wzrusza.
Co dnia zgadzam się z tym jak mnie traktują.
Oni bez przerwy mnie nie tolerują.
Co dzień tylko kpina i złe spojrzenia...
Każdy mnie na tym świecie poniewiera.
Więc czas skończyć to cierpienie
i raz na zawsze odejść w zapomnienie !
bo ja cierpię a to nikogo nie wzrusza.
Co dnia zgadzam się z tym jak mnie traktują.
Oni bez przerwy mnie nie tolerują.
Co dzień tylko kpina i złe spojrzenia...
Każdy mnie na tym świecie poniewiera.
Więc czas skończyć to cierpienie
i raz na zawsze odejść w zapomnienie !
12.05.2012 o godz. 21:13
Jesteś nikim, nie śmiej myśleć, że wiesz więcej niż my. Nic nie znaczysz, nie udaje Ci się nic dobrze zrobić, twoja praca niczemu nie służy, nie sprzeciwiaj się nam, a będziesz mógł żyć szczęśliwie. Zawsze poważnie traktuj to, co mówimy, i nigdy nie wyśmiewaj naszych opinii.
11.05.2012 o godz. 20:49
ODESZEłEś TAK NAGLE....
BEZ SłOWA żADNEGO.......
WE MNIE ZOSTAł SMUTEK...I PYTANIE
DLACZEGO??
NADZIEJA?!
ONA GDZIEś PRZEPADłA...BYłA....
ALE ODESZłA Z TOBą...
TO CO BYłO...POZOSTANIE....
GDZIEś TAM NA DNIE SERCA MEGO....
Dla mojego wujka odszedł bez pożegnania ale nie mam mu to za złe ;(
BEZ SłOWA żADNEGO.......
WE MNIE ZOSTAł SMUTEK...I PYTANIE
DLACZEGO??
NADZIEJA?!
ONA GDZIEś PRZEPADłA...BYłA....
ALE ODESZłA Z TOBą...
TO CO BYłO...POZOSTANIE....
GDZIEś TAM NA DNIE SERCA MEGO....
Dla mojego wujka odszedł bez pożegnania ale nie mam mu to za złe ;(
Tagi:
(
11.05.2012 o godz. 20:39
ABORCJA zastanawaim się...co musi czuć dziewczyn ktora chce to zrobić....ja...nie wiem no nie mogla bym tego zrobić...rana zostaje do konca zycia...potem jest myśl...a mogła to dziecko oddac...przeciez by sie nim zaopiekowali.... rozumiem ze dziewczyna mogła zostać zgwałcona..i w skutek tego jest w ciąży..ma prawo usunąć dziecko...ale ja nawet wtedy bym tego nie zrobiła... tak mi sie wydaje.... :( jednak mimo wszystko ja to potępiam ... bo co te dziecko jest winne?? więc lepiej dac Mu zycie nie zabijać go a oddac w dobre ręce...jesli dziewczyna to zrobi...potem nie bedzie zyła normalnie pozostanie cholerny ból...może bawet depresja próby samobójcze a moze nawet smierc...bo nikt mi nie powie że można po takim czynie żyć normalnie ...
ABORCJI MóWIE STANOWCZE NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
A Wy co o tym myślicie??
ABORCJI MóWIE STANOWCZE NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
A Wy co o tym myślicie??
11.05.2012 o godz. 20:28
Kiedy byłam w podstawówce, kazano napisać kim będę gdy dorosnę.
Napisałam więc 'Szczęśliwa'. Powiedzieli, że nie zrozumiałam o co chodziło w zadaniu.Ja odpowiedziałam, że nie zrozumieli o co chodzi w życiu .'
Napisałam więc 'Szczęśliwa'. Powiedzieli, że nie zrozumiałam o co chodziło w zadaniu.Ja odpowiedziałam, że nie zrozumieli o co chodzi w życiu .'
11.05.2012 o godz. 13:54
Człowiek mógłby żyć samotnie przez całe życie. Ale chociaż sam mógłby wykopać swój własny grób, musi mieć kogoś, kto go pochowa.
10.05.2012 o godz. 15:53
Umieranie jest ogromnym problemem psychologicznym nie tylko dla umierającego, ale także dla tych, których jego śmierć pogrąża w żałobie. Muszą oni odpowiedzieć sobie na pytanie, jak powinni się zachowa, jak może wyglądać ich dalsze życie, jak powinni je dalej ułożyć.
Łatwiej jest, gdy człowiek bezpośrednio stykający się z umieraniem i śmiercią ma już przemyślany stosunek do tych wydarzeń. Ludzie, którzy akceptują śmierć jak naturalną i nieuniknioną kolej rzeczy, potrafią tez łatwiej zaakceptować śmierć bliskiej osoby. Są więc przygotowani do ostatniego pożegnania i dlatego łatwiej jest im także nieść pomoc umierającemu, troszcząc się o jego rodzinę, okazać zrozumienie i być pomocnym w tak trudnej sytuacji...
Łatwiej jest, gdy człowiek bezpośrednio stykający się z umieraniem i śmiercią ma już przemyślany stosunek do tych wydarzeń. Ludzie, którzy akceptują śmierć jak naturalną i nieuniknioną kolej rzeczy, potrafią tez łatwiej zaakceptować śmierć bliskiej osoby. Są więc przygotowani do ostatniego pożegnania i dlatego łatwiej jest im także nieść pomoc umierającemu, troszcząc się o jego rodzinę, okazać zrozumienie i być pomocnym w tak trudnej sytuacji...
10.05.2012 o godz. 15:47
Siedziała w ciemnym kącie swojego pokoju. Za oknem lał deszcz, zostawiając po sobie ślady na dachówce, a ona rozmyślała. Nad czym? - To podstawowe pytanie wydaje się teraz trudnym rozwiązaniem.
Rozmyślała nad życiem... nie tylko swoim. Im była starsza, tym więcej było kłopotów. Ciągłe zmiany przyjaciół, plotki na temat mody i o tym "co wolno i nie wolno", samotność. Samotność, która wciąż przenikała Sam. Nie miała bratniej duszy, większość osób wykorzystywała ją albo do spisania zadania, albo w pomocy, np. w nauce. Miała dość, ale nigdy nie odważy się powiedzieć "Nie!". Zawsze dzieliła się wiedzą i pomocą z innymi, nawet tymi, którzy na tą pomoc nie zasłużuli. Była dobra i poczciwa. Cała Sam...
Jedynym jej towarzyszem był Dominic - sześcioletni kot w czarne plamki.
-Sam! - zawołała mama dziewczyny - Obiaad!
Nic nie mówiąc, Sam zwlokła się po schodach potykając się jak zwykle o kapeć Maksa - młodszego brata. - Mógłbyś chociaż go sprzątnąć, Maks! - rzuciła tylko i usłyszała głuchy śmiech.
-Smacznego córeczko. - Powiedziała mama z iskierką w oku
i optymistycznym nastawieniu do życia. Była wesoła, inna od reszty mam. Z resztą pracowała jako psycholog, znakomicie ukończyła studia, a później wyszła za mąż i urodziła dwójkę wspaniałych dzieci - jak mówiła.
- Dzięki mamo. - Odpowiedziała Sam. -Zapowiada się dzisiaj kolejny nudny dzień.
- Może wyjdziesz na miasto ze znajomymi? - krzyknęła z łazienki nucąc przy tym piosenkę zespołu "The Beatles".
-Mamoo! Z kim? Nie mam nikogo prócz starego Di. - mówiła ze smutkiem w głosie.
-Ach tak. Później pogadamy, córciu. Wychodzę do pracy. Trzymaj się i opiekuj się Maksem, a na obiad zamów pizzę! Pieniądze leżą na zmywarce w kuchni. Buziaki!
- Paa. - Sam pożegnała się z mamą i wyrzuciła resztki obiadu do miski Di. Nie miała ochoty na jedzenie. W jej gardle tkwiła gula. Nie miała nikogoi zdawała sobie z tego sprawę.
Poczytała trochę książkę, a później wzięła się za odrabianie lekcji, jutro zaczynał się kolejny tydzień szkoły. Już sobie wyobrażała ten tydzień:
Rozmyślała nad życiem... nie tylko swoim. Im była starsza, tym więcej było kłopotów. Ciągłe zmiany przyjaciół, plotki na temat mody i o tym "co wolno i nie wolno", samotność. Samotność, która wciąż przenikała Sam. Nie miała bratniej duszy, większość osób wykorzystywała ją albo do spisania zadania, albo w pomocy, np. w nauce. Miała dość, ale nigdy nie odważy się powiedzieć "Nie!". Zawsze dzieliła się wiedzą i pomocą z innymi, nawet tymi, którzy na tą pomoc nie zasłużuli. Była dobra i poczciwa. Cała Sam...
Jedynym jej towarzyszem był Dominic - sześcioletni kot w czarne plamki.
-Sam! - zawołała mama dziewczyny - Obiaad!
Nic nie mówiąc, Sam zwlokła się po schodach potykając się jak zwykle o kapeć Maksa - młodszego brata. - Mógłbyś chociaż go sprzątnąć, Maks! - rzuciła tylko i usłyszała głuchy śmiech.
-Smacznego córeczko. - Powiedziała mama z iskierką w oku
i optymistycznym nastawieniu do życia. Była wesoła, inna od reszty mam. Z resztą pracowała jako psycholog, znakomicie ukończyła studia, a później wyszła za mąż i urodziła dwójkę wspaniałych dzieci - jak mówiła.
- Dzięki mamo. - Odpowiedziała Sam. -Zapowiada się dzisiaj kolejny nudny dzień.
- Może wyjdziesz na miasto ze znajomymi? - krzyknęła z łazienki nucąc przy tym piosenkę zespołu "The Beatles".
-Mamoo! Z kim? Nie mam nikogo prócz starego Di. - mówiła ze smutkiem w głosie.
-Ach tak. Później pogadamy, córciu. Wychodzę do pracy. Trzymaj się i opiekuj się Maksem, a na obiad zamów pizzę! Pieniądze leżą na zmywarce w kuchni. Buziaki!
- Paa. - Sam pożegnała się z mamą i wyrzuciła resztki obiadu do miski Di. Nie miała ochoty na jedzenie. W jej gardle tkwiła gula. Nie miała nikogoi zdawała sobie z tego sprawę.
Poczytała trochę książkę, a później wzięła się za odrabianie lekcji, jutro zaczynał się kolejny tydzień szkoły. Już sobie wyobrażała ten tydzień:
10.05.2012 o godz. 15:38
" każdy ma niezbywalne prawo do zmarnowania sobie życia "
10.05.2012 o godz. 15:18
By dumnie i prosto kroczyć ulicami i śmiać się innym prosto w twarz
10.05.2012 o godz. 14:47
Był sobie kiedyś Motylek. Emanowała z niego niezwykła siła, dobro i piękno. Zachwycał swoją delikatnością, wdziękiem i urodą. Okazało się jednak, że Motylek jest bardzo chory. Wkrótce nie mógł latać po łące jak inne motyle. Skrzydełka były zbyt słabe, żeby się poruszać. Znalazł więc sobie najpiękniejszy kwiat na środku łąki, który służył mu za miękkie posłanie. Motylek nie tracił optymizmu i radości. Obserwował swoich przyjaciół i cieszył się z ich sukcesów. Był szczęśliwy, gdy ktoś go odwiedzał i delikatnie głaskał jego skrzydełka. Nie skarżył się na swój los, ale był wdzięczny za każdy przejaw sympatii i zainteresowania. Niestety z dnia na dzień robił się coraz słabszy. Zaczął tracić kolory, skrzydełka robiły się coraz cieńsze, niemal przeźroczyste. Motylek nie mógł już podnosić główki i tylko jego błyszczące oczka dawały oznaki życia. Ale i one niebawem straciły swój blask, zrobiły się smutne i matowe. Pewnego ranka niewidoczna nitka trzymająca motylka przy ziemi pękła i skrzydełka uniosły go wprost do nieba. Gdy tylko tam się znalazł poczuł delikatny dotyk, który napełnił go pokojem, siłą i radością, jakiej nie doznał nigdy w życiu. To sam Pan Bóg utulił go w swych ramionach. Wprowadził do cudownego ogrodu, w którym Motylek mógł nareszcie rozwinąć swoje skrzydełka i fruwać wykonując fantazyjne tańce i akrobacje.
09.05.2012 o godz. 20:41
"Długotrwałe przyjaźnie należą do rzeczy ogromnie rzadkich. [...] Na temat przyjaźni, podobnie jak na temat miłości, zwykliśmy układać całe opowieści: gorliwie poszukujemy bohatera, co chwila mamy wrażenie, żeśmy go już znaleźli, czepiamy się pierwszego z brzegu człowieka, kochamy go, póki go mało znamy i ciekawi jesteśmy go poznać. Gdy zaspokoimy ciekawość, jesteśmy rozczarowani: nie spotkaliśmy wcale wymarzonego bohatera. Tak więc stajemy się skłonni do zaślepienia i niezdolni do przyjaźni. Dla dobra samej przyjaźni należy więc jasno zdać sobie sprawę, na czym ona polega. [...]
Uczucie przyjaźni, mimo że znacznie trwalsze od miłości, ma również okres narodzin, wzrostu i zaniku, i ten, kto o tym wie, nie przechodzi przynajmniej od uczucia najwyższej przyjaźni do najsilniejszej nienawiści i nie jest narażony na znienawidzenie tego, co ukochał. Jeśli straci przyjaciela nie oburza się na niego, ubolewa tylko nad naturą ludzką [...].
Dość trudno przychodzi nam jasno określić, czym jest przyjaźń. Wszystko, co nas otacza, usiłuje wprowadzić nas w błąd. Niektórzy chcąc uchodzić we własnych oczach za godniejszych szacunku, wyolbrzymiają sami przed sobą uczucie, jakie żywią dla swoich przyjaciół, opowiadają o przyjaźni jak o czymś niezwykłym i wmawiają w siebie, że tak jest w rzeczywistości, aż jakieś wydarzenie nie wyprowadzi ich oraz ich przyjaciół z błędu i nie uświadomi im, że nie kochali tak, jak się im zadawało. [...] Cóż w tym złego? - powie ktoś - jeśli się trochę przesadzi siłę tego uczucia? Zło polega na tym, że ludzie przyzwyczajają się wymagać od przyjaciół doskonałości, jakiej nie zna natura.
Iluż to ludzi z natury uczuciowych oczarował ten obraz przyjaźni; nauczeni jednak doświadczeniem i znużeni nieustanną pogonią za urojeniami, zniechęcili się do przyjaźni, choć byliby do niej zdolni, gdyby nie mieli o niej zbyt romantycznego wyobrażenia".
Tak o przyjaźni i o osobach o niej piszących "grzmiał" Helvetius! Ufam, że ten zbiór refleksji, nie wprowadzi nikogo w błąd. Nie jest on ani wyczerpujący, ani usystematyzowany według jakiegoś klucza. Może jednak ktoś znajdzie w nim coś dla siebie.
Uczucie przyjaźni, mimo że znacznie trwalsze od miłości, ma również okres narodzin, wzrostu i zaniku, i ten, kto o tym wie, nie przechodzi przynajmniej od uczucia najwyższej przyjaźni do najsilniejszej nienawiści i nie jest narażony na znienawidzenie tego, co ukochał. Jeśli straci przyjaciela nie oburza się na niego, ubolewa tylko nad naturą ludzką [...].
Dość trudno przychodzi nam jasno określić, czym jest przyjaźń. Wszystko, co nas otacza, usiłuje wprowadzić nas w błąd. Niektórzy chcąc uchodzić we własnych oczach za godniejszych szacunku, wyolbrzymiają sami przed sobą uczucie, jakie żywią dla swoich przyjaciół, opowiadają o przyjaźni jak o czymś niezwykłym i wmawiają w siebie, że tak jest w rzeczywistości, aż jakieś wydarzenie nie wyprowadzi ich oraz ich przyjaciół z błędu i nie uświadomi im, że nie kochali tak, jak się im zadawało. [...] Cóż w tym złego? - powie ktoś - jeśli się trochę przesadzi siłę tego uczucia? Zło polega na tym, że ludzie przyzwyczajają się wymagać od przyjaciół doskonałości, jakiej nie zna natura.
Iluż to ludzi z natury uczuciowych oczarował ten obraz przyjaźni; nauczeni jednak doświadczeniem i znużeni nieustanną pogonią za urojeniami, zniechęcili się do przyjaźni, choć byliby do niej zdolni, gdyby nie mieli o niej zbyt romantycznego wyobrażenia".
Tak o przyjaźni i o osobach o niej piszących "grzmiał" Helvetius! Ufam, że ten zbiór refleksji, nie wprowadzi nikogo w błąd. Nie jest on ani wyczerpujący, ani usystematyzowany według jakiegoś klucza. Może jednak ktoś znajdzie w nim coś dla siebie.
09.05.2012 o godz. 20:27
Chce umrzeć. Chcę tak jak on być na tamtym świecie. Z drugiej strony nie chcę by tamten świat istniał. Nie chodzi o to że tutaj jest mi źle, jet mi źle ze sobą samą bez względu na czas i miejsce. Chcę uwolnić się od tego ciała, chce uwolnić od siebie wszystkich...
09.05.2012 o godz. 19:59
Dookoła ludzie chcą mnie oceniać Nie widzą serca nie widza duszy
Nie widzą tego co w mej głowie huczy
Co moje usta mówią
a co moje odbierają uszy
Wciąż nie rozumie
już nigdy nie zrozumie
Czemu nie umie nie odnaleźć się w tłumie
Sama jak palec w sumie czy to ważne?
Każdy ma swoje problemy
swoje idee swoje sny swoje złote góry
Marzenia warte świeczki poświęcenia
Co to daje mam nadzieję dużo
Nie po to umieramy aby pyłem zostać
Ale smiać się i żyć nie myśleć jaka czeka jutro chłosta Ile kasy
ile wrogów ile przyjaciół ile wozów Ile bólu
ile nałogów ile podniecenia wokół
Ile ludzi widzę w szoku
Dopóki wierzysz że może być inaczej
Że będziesz walczyl jak ja walczę
Będziesz panem swiata królem siebie właśnie
Trzymaj to na pulsie wiara nie ugaśnie
Nie widzą tego co w mej głowie huczy
Co moje usta mówią
a co moje odbierają uszy
Wciąż nie rozumie
już nigdy nie zrozumie
Czemu nie umie nie odnaleźć się w tłumie
Sama jak palec w sumie czy to ważne?
Każdy ma swoje problemy
swoje idee swoje sny swoje złote góry
Marzenia warte świeczki poświęcenia
Co to daje mam nadzieję dużo
Nie po to umieramy aby pyłem zostać
Ale smiać się i żyć nie myśleć jaka czeka jutro chłosta Ile kasy
ile wrogów ile przyjaciół ile wozów Ile bólu
ile nałogów ile podniecenia wokół
Ile ludzi widzę w szoku
Dopóki wierzysz że może być inaczej
Że będziesz walczyl jak ja walczę
Będziesz panem swiata królem siebie właśnie
Trzymaj to na pulsie wiara nie ugaśnie
09.05.2012 o godz. 19:39


